Warszawa dla klimatu

Warszawa dla klimatu

Tramwajem, a potem metrem. Czyli tak jak zawsze. A dookoła samochody. Cała ich masa. Nie stoję jednak w korku. Tramwaje i metro nie stoją w korku. Za to się tłoczę. Niczym samochody na ulicy. Tylko, że ja w metrze, czy też w tramwaju. Jestem niczym samochód na ulicy? W pewnym sensie tak.

Wypełzam na powierzchnię. Patelnia. Pełno ludzi. Jakaś z metra skrojona młoda dziewczyna o mało co nie wpada pod moje nogi. Czy mnie nie widać? Nie, nie zadaję sobie tego pytania. Tu nie ma czasu na myślenie. Ci, którzy zatracają się w myślach wpadają na innych, a to jest niedopuszczalne. Kroczę więc naprzód, tak jakby nigdy nic. Tak jakby nikt przed chwilą – o mało co – nie stracił życia pod moimi nogami.

Patelnia zmienia swój wygląd. Pomimo tego, że jest za pięć, dziewiąta rano, to wciąż nie jest gotowa. Nie zdążyli z tą metamorfozą, myślę tylko przez drobną chwilę, kątem oka obserwując, jak chłopak w znoszonych dżinsach maluje coś na ścianie. W innym miejscu, na murku, dostrzegam napis krzyczący: „ziemianie atakują!” Przypomina mi się film pt: „Marsjanie atakują”.

Warszawa dla klimatu

Warszawa dla klimatu to projekt, docelowo społeczny, mający na celu zwrócenie uwagi na degradację środowiska, przez ludzi.

Wychodzą więc pewnego dnia ludzie na ulicę, blokując tym samym ruch w centrum i skandują, że psują środowisko. Bo to ludzie niszczą przyrodę, tak stwierdzają zgodnie wszyscy, dowiaduję się na Patelni wracając z pracy i czytając teksty wymalowane na murze.

Tak więc krzyczą i idą, bo to na tym głównie polega. Chcą zmniejszyć emisję CO2, chcą też zapobiec wycinaniu lasów. A co najmniej tak twierdzą, bo choć chcą to nic nie mogą. Ja chcę normalną pracę poza Warszawą. O! I już nie jestem jak samochody na ulicy, a jak ci idący i skandujący? W pewnym sensie tak.

A później wracają oni do swoich domów, mieszkań, wynajętych pokoi, stancji. I marnują w nich prąd, nie gasząc światła w częściach wspólnych. Nie dokręcając kranu w kuchni, jak i też nie przykręcając ani na chwilę grzejącego ile sił kaloryfera.

A ci bardziej ustawieni to wracają do swych kwater samochodami. I stoją w korkach, spalając paliwo, kopcąc przy tym co niemiara, zwiększając też zużycie CO2.

No, bo jak tu przejeść te 150zł ryczałtu na media? Przecież tego zrobić się nie da, gdy w mieszkaniu taki ryczałt płaci jeszcze z cztery inne osoby. Nie da się też komfortowo wrócić do domu jadąc tramwajem, czy metrem, więc i samochodem się wraca, słuchając ulubionego radia, nie tłocząc się przy tym w klitce z zaparowanymi od wewnątrz szybami.

I taka to jest właśnie Warszawa dla klimatu. Pozorna. Nieprawdziwa. Sztuczna. Interesowna. Bo przecież ruchów społecznych podobno nie ma. Ot, zbliżają się wybory. A wszystkie marsze, podobno, są tu polityczne…

Warszawa dla klimatu…

No właśnie. Zbliżają się wyboru. To dobry moment żeby przypomnieć o Zwierzętach.

Add a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *