Pierwszy weekend w Warszawie

pierwszy weekend w warszawie
Warszawa nocą

W dwa i pół tygodnia wykorzystałem niecałe 3 GB internetu, a mam 20GB na trzydzieści dni stąd też z głośników sączy się muzyka. Youtube zapodaje Korteza. Na stoliku tuż obok mnie stoi herbatka, malinowa. Są też kanapki. Chleb posmarowany czymś co kupiłem dziewczynie, a jej nie ma. Wyjechała. Ot, trzeba to zjeść, bo się zmarnuje. Jest też metaforyczny pomidor. O niego jednak nie pytajcie.

Gdzie w tym wszystkim romantyzm przepełniony weekendową imprezą? Gdzie melanż do białego rana? W końcu jestem tu sam, sam w mieście liczącym blisko dwa miliony ludzi. Ano go nie ma. Jest wyczekiwanie. Jest pierwsze zmęczenie po niemalże szalonych pierwszych dwóch tygodniach. Oczywiście ktoś inny ruszył by w tan, ale nie ja, nie teraz.

Tkwię więc w niewielkim pokoju, na osiedlu rodzinnym, starczym. A i z nieba spadają pojedyncze krople deszczu. Czas płynie powoli. Jakaś dziewczyna w bloku naprzeciwko robi coś w kuchni. Czas płynie. Powoli, naprawdę powoli, choć do tej pory gnał jak szalony. A to jest pierwszy wpis. Wpis początkowy. Nudny? Możliwe.

Zrobiłem dziś zakupy w pobliskim sklepie. Odkurzyłem w pokoju i mam ochotę już położyć się spać. A jest lekko po dwudziestej. Tylko, że jestem w Warszawie. I jest też weekend. To mój pierwszy wolny weekend w Warszawie. Powinienem działać. Powinienem dokądś się udać, a nie tak siedzieć. Kiedy jednak spać się chce.

Do mieszkania wprowadziła się dziś nowa lokatorka. To już czwarta osoba w tym mieszkaniu. Ma pracować w okolicy, a ja mam ją uczyć obsługi komputera. Za pieniądze.

To takie małe życie w wielkim mieście. Życie małe i z deka groteskowe. No nic. To mój pierwszy wolny weekend w Warszawie. Jest sobota. Może jutro dokądś się udam.

Choć w to wątpię.

Pierwszy wolny weekend w Warszawie…

Add a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *